Angaż
– Kochanie, dostałem rolę!
– Juhu! Cudownie! Gdzie? Nic nie mówiłeś.
– W serialu – odpowiedział w przerwie między pocałunkami. – Planują trzy sezony. Będzie miał tytuł „Miłość do grabowej deski”.
– Grobowej? Romans? Tak się cieszę, że wreszcie masz rolę! Już trochę traciłam nadzieję.
– Grabowej. To o mężczyźnie związanym emocjonalnie z deską podłogową, jedyną pozostałością domu, który budował dla swojej ukochanej.
– Umarła?
– Nie, przeżyła nawrócenie i wstąpiła do zakonu. Ale jej w tym serialu nie ma. Jestem za to ja! I mam główną rolę!
– Główną? Tak szybko? – Kobieta nie ukrywała rozczarowania. Odsunęła się o krok i spojrzała mu w oczy. – Planowaliśmy dziecko.
– Kochanie, to tylko rok. Na tyle mam kontrakt. Ale mogą przedłużyć – dodał. – Jeśli serial się spodoba.
– Czyli już podpisałeś?
– Tak, chciałem kuć żelazo póki gorące. Przepraszam, ale tak się cieszyłem, że nie pomyślałem, by cię spytać. Tłumaczyłem im, że jestem żonaty i dojrzały, że dom i rodzina, i tak dalej. Mówiłem nawet o dziecku. Odpowiedzieli, że to standardowa klauzula w umowie. Każdy pierwszoplanowy aktor musi brać bryt i nie ma od tego wyjątków. Każdy, nawet stuletni starzec, nie mówiąc już o nastolatkach. Po tych wszystkich aferach w show-biznesie, po tych wszystkich oskarżeniach i sprawach sądowych, które je potwierdziły, kastracja chemiczna przez cały okres angażu jest obowiązkowa i bez wyjątków. Zresztą wiesz przecież… Ale nie martw się – spojrzał na żonę pocieszająco. – Byłem dziś w banku spermy i oddałem co trzeba.