Fobia
Mikołaj szczerzył do niego zęby. „MAM” – głosił napis na plakacie. Adam odwrócił wzrok. Spróbował kawy. Gorąca… Ale miał jeszcze dwadzieścia minut. W barze był sam, nie licząc kobiety z obsługi. Za oknem blondynka w mini jednocześnie pchała spacerówkę i rozmawiała przez komórkę. Odruchowo zerknął na swój aparat. Jedno nieodebrane połączenie od „Agata”. Otworzył kontakty, odnalazł Agatę na liście i wybrał „usuń”.
Blondynka za oknem zniknęła. Jej miejsce zajęła dziewczyna prowadząca na smyczy szczeniaka. Owczarek niemiecki, na nieproporcjonalnie długich łapach, patrzył na niego wielkimi oczami. Zadzwoniła komórka. Numer nic mu nie mówił, więc na wszelki wypadek nie odebrał. Jeszcze kilkanaście minut i będzie mógł iść. Kolejne połączenie przychodzące. Numer chyba ten sam. Upił trochę kawy i skupił wzrok na idących za oknem matce i córce. Matka była bardzo ładna. Córka jeszcze nie. Telefon odezwał się ponownie. Tym razem odebrał.
– Adam, co się dzieje? – usłyszał głos Agaty.
Bez słowa nacisnął „rozłącz”. Będzie musiał sprawdzić, jak blokować kontakty. Zresztą wkrótce zmieni numer. Pociąg odjeżdżał za piętnaście minut. Wypił kawę, otarł czoło papierową chusteczką i wyszedł z baru.
Słońce mocno raziło, więc przyspieszył, by jak najszybciej znaleźć się na dworcu. Z ulgą zszedł w chłód korytarza. Dawno tu nie był, ale pamiętał drogę. Prosto i w prawo, a potem już wyjście na perony. Bilet kupił wcześniej w aplikacji. Skręcił w prawo i omal się nie przewrócił. Potknął się o wystającą płytkę. Kilka metrów dalej w posadzce ziała olbrzymia dziura, przed nią sznurek z tabliczką „brak przejścia”. Cofnął się, szukając znaków wskazujących obejście. Żadnych oznaczeń. Idąc za parą z podwójnym wózkiem i wielką walizką na kółkach, skręcił w następny korytarz. Zrobiło się tłoczno. Wyminął idącą przed nim rodzinę, przecisnął się między kobietą przebierającą w czapeczkach dla niemowląt i drugą, oglądającą grzechotki, aż utknął w dzieciach.
Wszystkie trzymały torby z McDonald’s, wszystkie jadły, wszystkie mówiły. Trzy opiekunki starały się ustawić grupę w pary. Szło to powoli. W końcu, nie przestając jeść i mówić, kolumna ruszyła, a on mógł skręcić w następny korytarz. Kierując się oznaczeniami, które wreszcie się pojawiły, wyszedł na powierzchnię, prosto w skwar słońca.
Znów zadzwoniła komórka. Numer chyba inny, więc odebrał.
– Adam, jesteś? – Agata.
– Nie mogę teraz rozmawiać. Odezwę się za kwadrans, dobrze? Nic się nie dzieje. Cześć, muszę kończyć.
W oddali widział perony i ludzi czekających w słońcu. Wszedł w cień rzucany przez żłobek „Mały geniusz” i biurowiec firmy produkującej gry komputerowe dla dzieci do lat trzech. Baner na budynku głosił: „Jesteś testerem z trzyletnim doświadczeniem? Dołącz do nas!”. Budka z lodami, pod którą dwójka kilkulatków starannie liczyła monety, sklep "Gumy świata" i wreszcie znów teren dworca. Zszedł pod ziemię i wyszedł na peron. Pociąg do Berlina właśnie wjeżdżał.
– Przepraszam, mam prośbę. Czy mógłby pan sprawdzić już teraz mój bilet? Telefon zaraz mi się rozładuje, a nie mam ładowarki. Bilet mam tylko elektroniczny.
Konduktor przyłożył czytnik do ekranu.
– Nie ma problemu. Za chwilę przyniosę panu zaświadczenie, które pokaże pan mojemu koledze po niemieckiej stronie.
Adam wrócił na swoje miejsce. Wyjął z kieszeni telefon, wyłączył go i – po chwili namysłu – wyjął kartę SIM. Pociąg ruszył.