Jak zwykle
– Jak zwykle pierwsi! Gdzie Andrzej? Co czytasz? – Robert zamaszyście odsunął krzesło od stolika i usiadł naprzeciwko Anity.
– „Wizję lokalną”, jest świetna! – Anita włożyła książkę do torebki, poprawiła okulary na nosie ruchem, który Robert znał tak dobrze i z uśmiechem spojrzała na niego. – Andrzej poszedł po papierosy.
– Jak ty wytrzymujesz w domu z tym palaczem…
– Kocham go.
Rozmowę przerwała im kelnerka pytająca, czy coś podać. Anita odpowiedziała, że czekają jeszcze na dwie osoby i dopiero wtedy złożą zamówienie. Kelnerka odeszła, a oni siedzieli w milczeniu. Anita błądziła wzrokiem po lokalu, o tej porze jeszcze dość pustym. Robert patrzył na Anitę, na jej jak zwykle grzecznie uczesane kasztanowe włosy do ramion, oczy ukryte za okularami w metalowej oprawce, szyję zasłoniętą przez golf szarego swetra. I na dłonie o smukłych palcach z paznokciami pokrytymi bezbarwnym lakierem. Zauważył, że paznokieć lewego kciuka jak zwykle miała lekko obgryziony.
– Co tam w pracy? – zapytał wreszcie.
– Dużo papierologii.
– Boże, Anita!? Słyszałem, że miałaś wypadek! – Oblicze wysokiego mężczyzny, który wszedł do pubu, wyrażało zaskoczenie i radość. Rzucił się, by uściskać wstającą koleżankę. – Świetnie wyglądasz. – Całując policzki Anity, nie widział, jak Robert odwraca wzrok.
– Karol! Fantastycznie, że doleciałeś. Jak podróż? Wypadek miałam, ale to już przeszłość. – Stali oboje, uśmiechając się do siebie. Dwójka starych dobrych przyjaciół.
– Dobrze widzieć, że pogłoski o twojej śmierci okazały się mocno przesadzone. A gdzie Andrzej?
– Ja zginęłam w tym wypadku, Karol. Jestem symulą. – Szeroki uśmiech goszczący na twarzy mężczyzny zastygł, a potem zgasł. Anita wciąż się uśmiechała, ale wyraz jej twarzy również uległ metamorfozie. Bijącą od niej radość ze spotkania z dawno niewidzianym kolegą zastąpił profesjonalny uśmiech pracownicy działu obsługi klienta w dowolnej porządnej firmie.
– Jestem androidem – zaczęła. – Andrzej wziął mnie w leasing na bardzo dogodnych warunkach, abym pomogła mu dojść do siebie po mojej śmierci. Nagrania video, audio, korespondencja i wszelkie inne zapisy z różnorodnych źródeł, dotyczące mojego życia, posłużyły do odtworzenia, albo raczej zasymulowania mojej osobowości. Dzięki temu Andrzej ma znacznie mniejsze i wciąż malejące poczucie straty po mnie. Rutyna codziennego bycia razem, te wszystkie drobne rzeczy, których gwałtowne przerwanie powoduje tęsknotę i cierpienie, zostały zachowane i Andrzej nie ma poczucia nieciągłości. Firma Petsema ze Smętowa, która mnie odtworzyła, ma bogatą ofertę. Najczęściej tworzone są produkty na potrzeby dzieci: ukochane zwierzę domowe, dziadek, babcia, rodzic, który umarł lub odszedł po rozwodzie. Jednak coraz większym zainteresowaniem cieszą się rozwiązania dla dorosłych. Symule Petsemy potrafią złagodzić każdy ból rozstania. Uff, koniec marketingu, wracam do siebie, szczególnie, że idzie Andrzej. Okropnie się cieszę, chłopaki, że mogliśmy się wszyscy spotkać. – Znów uśmiechała się tym uśmiechem, który Robert i Karol tak w niej lubili, i którym zdobyła Andrzeja.
– Co podać? – zapytała kelnerka.
– Rurę pszenicznego! – zawołali unisono.
Na jednej rurze się nie skończyło. Jak zwykle. Pili, wspominali studia, śmiali się ze starych, rytualnie powtarzanych żartów, planowali następne spotkanie. Nad ranem Andrzej z Anitą chwiejnym krokiem udali się do taksówki. Karol z Robertem zamówili jeszcze po whisky, „na deser”, jak zwykł mawiać Robert.
– Niesamowita jest ta symula. Czułem się jakby Anita była z nami. Nie poznałbym, że to nie Anita, gdyby nie powiedziała, kim jest. A ty widzisz różnicę? Częściej spotykałeś się z nimi.
Robert długo wpatrywał się w mętną zawartość swojej szklanki, nim odpowiedział.
– Różnice są, ale nie rzucają się w oczy – „jest wierna Andrzejowi”, chciał dodać, ale nie dodał.