Round-the-Clock
– Cześć, co powiesz na piwo w przyszłym tygodniu? Pisałam, ale nie odpowiadasz, więc dzwonię.
– Chętnie. Piwo zawsze. Gdzie? Kiedy? Kto stawia? A w ogóle to jakaś okazja? Dawno się nie odzywałaś.
– Pierwsze piwo stawiam ja, bo to moje urodziny.
– Daj spokój, żartowałem z tym stawianiem. To kiedy i gdzie? Kto jeszcze będzie?
– W „Gorzkim Kociaku” o dziesiątej w czwartek w przyszłym tygodniu.
– Tak późno w czwartek? Nie wytrzeźwieję do rana. A na piątek wolnego nie dostanę.
– Ja też pracuję. Miałam na myśli dziesiątą rano. Może możesz wziąć czwartek wolny lub się urwać?
– Urwać się o dziesiątej. Niezłe. Ale co ci strzeliło do głowy? Może zrób tę imprezkę w weekend albo przynajmniej wieczorkiem?
– Odpada. W czwartek jest Dzień Dziękczynienia.
– Aha, i obchodzisz to tradycyjne polskie święto?
– Powiedział ten, co nie celebruje Dnia Świętego Patryka. A serio, to po prostu wtedy mam czas, bo Amerykanie nie pracują. Żadnych telekonferencji i konieczności bycia pod ręką, gdyby chcieli coś skonsultować.
– Rozumiem. Wciąż freelancerka? Ale to może niech będzie czwartek wieczorkiem?
– Hmm, z okazji urodzin chciałabym się jednak napić, a w piątek pracuję dla Australijczyków.
– Ja też pracuję w piątek.
– Czasu Melbourne. Zaczynam w czwartek o dwudziestej trzeciej.
– Wiesz, Bóg dał ludziom weekendy, żeby świętowali. Jest niedziela, sobota, piątek wieczór…
– Piątek odpada, bo klienci z Bostonu lubią popołudnia. Ich popołudnia. U nas jest wieczór. Sobota rano byłaby fajna, ale w Polsce wszyscy wtedy odsypiają piątkowe imprezy.
– A co z sobotą wieczór? Albo niedzielą wczesnym popołudniem?
– Nie da rady. Lewituję.
– Że co?!